Pod koniec wakacji, matka Małgosi pyta ją, czy nie ma nic przeciwko, żeby w do ich mieszkania wprowadziła się podczas roku akademickiego pewna studentka z zagranicy, mająca – podobnie jak Małgosia – 18 lat, przyjeżdżająca na stypendium. W pokoju Małgosi jest wolne łóżko od maja, kiedy to jej starsza siostra wyszła za mąż. Małgosi pomysł przypadł do gustu i zgodziła się.
Prawie miesiąc potem przyjechała Barbara. Małgosia szybko spostrzegła, że jej nowa przyjaciółka pasuje całkiem do obrazu, który miała na jej temat jeszcze przed przyjazdem: była uporządkowana – „z innej galaktyki”, mówiła Małgosia swoim koleżankom – dobrze wychowana, uprzejma i zimna. Sama z siebie nie mówiła prawie nic. Małgosia myślała, że pewnie była protestantką i że lepiej było nie rozmawiać z nią na razie na temat religii, żeby jej nie przeszkadzać, choć czasem mówiła do swojej matki: „W końcu uda nam się ją nawrócić, mamo!”. Z drugiej strony nie wszystko w Barbarze było takie uporządkowane: nierzadko wracała do domu późno w nocy. I chociaż szła od razu do łóżka, nic nie mówiąc, Małgosia zdawała sobie sprawę, że popiła sobie trochę ponad umiar i była „wstawiona”.
Małgosia modliła się przed pójściem do łóżka, ale kiedy w pokoju była Barbara, czyniła to po kryjomu. W końcu pewnego dnia zdecydowała się uklęknąć. „Co robisz?” – spytała Barbara. – „Modlę się. Ty nigdy się nie modlisz?” – „Nie”. Małgosia wypaliła: „Ale czemu? Nie wierzysz w Boga?” – „Nie potrzebuję Go”. Sucha i zimna odpowiedź odebrała Małgosi mowę. Zasnęła myśląc o całej sprawie.
Następnego dnia, kiedy były we dwie, Małgosia wróciła do tematu: - „Słuchaj, naprawdę sądzisz, że Bóg nie istnieje?” – „Może istnieje, a może nie. Wszystko jedno”. – „A, czyli w sumie jest tak, jak gdyby nie istniał, co?” – „Dokładnie”. – „Ale w jakiś sposób musisz wyjaśnić to wszystko. Bez Boga nic nie ma sensu. Można udowodnić, że istnieje”. – „Tak, znam już te, jak to nazywacie, dowody. Ale nie przekonują mnie, bo nie dadzą się zweryfikować. Zostają pewną hipotezą”. – „Co? Bóg jako hipoteza?” – „Tak, pewna hipoteza. Mamy w tej hipotezie do czynienia z czymś, co może wynikać z tej przyczyny, albo z innej. Porządek wszechświata i wszystkie podobne dowody. Jego przyczyną może być Bóg, może być przypadek albo coś innego. A ty myślisz, że znasz tę przyczynę i starasz się to udowodnić. Jednak skoro nie możesz tego udowodnić, nie ma dowodu”. Małgosia spróbowała od innej strony: - „Ale zawsze potrzeba nam kogoś, komu można zaufać, na kim można się oprzeć, kogo można prosić i do kogo można się modlić”. – „Więc ten, kto tego potrzebuje, niech się modli”. – „A ty nie?” – „Nie”.
Nie było sposobu, żeby Barbara zmieniła swe nastawienie, choć Małgosia często wracała do tematu i starała się zgłębić całą sprawę, bo wciąż czuła się niezdolna do postępu w dyskusji i słabo przygotowana. Zaczęła prosić o pomoc swoje koleżanki, ale nie dały jej zbyt wiele nadziei. Wreszcie jedna z nich powiedziała: - „Widać, że nieźle opanowała całą „gadkę”. Zobacz, ta Barbara – czy jak ma na imię – jest jak bryła lodu, ale na pewno ma serce, jak wszyscy ludzie. Pomyśl o czymś mocnym, co jej zaimponuje”. Małgosi spodobał się pomysł i zaczęła nad nim myśleć.
Kilka dni potem nadszedł dzień wolny od zajęć. Małgosia poprosiła Barbarę, żeby pomogła jej w ważnej sprawie, a ta, ponieważ nie miała planów na ten dzień, zgodziła się. Wzięły samochód matki i pojechały na obrzeża miasta. Zatrzymały się obok budynku, który okazał się być domem pomocy dla głęboko upośledzonych – w większości dzieci i młodzieży – prowadzonym przez siostry zakonne. Spędziły tam kilka godzin, pomagając karmić i myć dzieci, chociaż zimne spojrzenie Barbary zdradzało przy tym obrzydzenie. Wychodząc, Małgosia spytała: - „I jak?” – „Nie myśl, że tu wrócę”, odpowiedziała sucho Barbara. – „Czemu?” – „Bo to jest... – pomyślała o odpowiednim przymiotniku – odrażające”. – „Mówi się odpychające. Dobra, nie chcesz, rozumiem”. Nie było odpowiedzi. – „Patrz – mówiła dalej Małgosia – to właśnie stanowi problem. Ty nie chcesz. Ustawiłaś sobie życie i nie chcesz widzieć innych. I tworzysz sobie pewne teorie na temat Boga, bo nie chcesz Go znaleźć. Przybierasz pozę „kobiety o lodowym sercu”, aby nikt się nie wtrącał. Zamartwiasz mnie tymi teoriami, bo sama chcesz w nie wierzyć, bo nie chcesz zmierzyć się z samą sobą”. – „Zamknij się!”, przerwała Barbara. – „Nie, nie zamknę się, będę kontynuować. A wiesz, co się dzieje, kiedy kochasz tylko siebie samą? Zostajesz sama, sama, sama. I przychodzi moment, kiedy nie znosisz już nawet siebie samej, dlatego pijesz i wracasz „wstawiona” co piątek. Słyszysz, co do ciebie mówię? Naprawdę szkoda mi ciebie”. Nastała złowroga cisza, która nie została przerwana przez całą drogę powrotną.
Po powrocie do domu, Małgosia spostrzegła, że Barbara chciała zostać sama. Zostawiła więc ją samą w pokoju, mówiąc, że wróci za jakiś czas. Barbara dyskretnie zamknęła się od środka. Małgosia siedziała zmartwiona w salonie. Zastanawiała się, że nie była „zbyt ostra” i czy „nie przesadziła”. Kilka dni potem sytuacja się uspokoiła, ale matka powiedziała Małgosi, że widziała jak Barbara bierze Katechizm i Pismo Święte z salonu do siebie do pokoju. Małgosia uśmiechnęła się. Kilka tygodni temu zastanawiała się, czy Barbara nie osiągnie tego, że jej własna wiara ulegnie oziębieniu. Teraz zastanawiała się, jaki może być kolejny krok – poza modlitwą za Barbarę – aby się nawróciła.
Pytania, które się nasuwają:
- Czy istnienie Boga jest ewidentne? Czy to oznacza, że nie da się go udowodnić? Czy dowód, w którym nie jest możliwa weryfikacja za pomocą eksperymentu, jest godny zaufania? Czy wszystko, czego nie da się zweryfikować, jest tylko hipotezą? Dlaczego? Od czego zależy prawdziwość dowodu? Jak można by odrzucić logikę rozumowania Barbary? Jak nazywa się stanowisko, jakie ona zajmuje? Jaka istnieje różnica między ateizmem teoretycznym i praktycznym? Czym jest agnostycyzm? - Czy można udowodnić istnienie Boga wychodząc od stworzenia, na przykład od porządku wszechświata? Jak wyglądałoby wówczas rozumowanie? Jak można odrzucić inne potencjalne przyczyny, na przykład przypadek? Czy można stwierdzić, że bez Boga nic nie ma sensu? - Czy są przekonujące słowa Małgosi o subiektywnej potrzebie kogoś, w kogo wierzymy, komu ufamy i na kim się opieramy? Czy są przekonujące podobne sposoby rozumowania, na przykład dowodzenie istnienia Boga na podstawie pragnienia szczęścia albo wpisanej w naturę ludzką religijności? Dlaczego? Czy takie rozumowania są w jakimś sensie przydatne? - Czy uznanie istnienia Boga niesie ze sobą jakieś obowiązki? Dlaczego? Na czym polega istota religii? - Czy zgodzenie się z tezą, że Boga da się ogarnąć rozumem, jest kwestią jedynie intelektualną? Jak może wpłynąć na postawę danej osoby? Jakie są do tego potrzebne dyspozycje? Czy ateizm lub agnostycyzm ponosi jakąś winę? W jakim sensie? Czy można to zobaczyć w opisywanym case’ie? - Czy sposób postępowania Małgosi wydaje ci się słuszny? Dlaczego? Co powinna zrobić czy powiedzieć w następnej kolejności?
Bibliografia
Katechizm Kościoła Katolickiego, nn. 27-43, 2096-2097, 2566.
Komentarz:
W tym case’ie głównym tematem jest istnienie Boga. Choć tak naprawdę nie da się oddzielić tego pytania od tego, co wiemy na temat Boga, ale to drugie pytanie pojawi się w kolejnym case’ie, a w tym ograniczymy się do kwestii, czy Bóg istnieje.
Jeśli ograniczylibyśmy się do pytania, co wiara mówi nam na istnienia Boga, wyjaśnienie ograniczyłoby się do trzech linijek. Jest oczywiste, że odpowiedź zawarta jest w pierwszej prawdzie wiary, a bez niej pozostałe prawdy nie miałyby sensu – byłyby wymysłem ludzkim. Wystarczy też otworzyć jakąkolwiek stronę Pisma Świętego, żeby sprawdzić, że mówi o Bogu. Ale chodzi nam teraz o to, żeby sprawdzić, czy można potwierdzić istnienie Boga bez wychodzenia od wiary: czyli posługując się jedynie ludzkim rozumem. Innymi słowy: czy są jakieś racjonalne dowody na istnienie Boga?
Odpowiedź brzmi „tak”. Tutaj jednak powstaje nowe pytanie: skoro są dowody, to dlaczego nie przekonują one wszystkich, jak dzieje się to z dowodami w fizyce? Od zawsze szukano niepodważalnych argumentów, które pozwoliłyby wierzyć we wniosek bez cienia wątpliwości. Ale kwestia poruszana przez nas nie jest porządku jedynie intelektualnego, ale również moralnego. W grę wchodzi samo znaczenie, jakie przypisujemy życiu, bo uznanie istnienia Boga pociąga za sobą konieczność podporządkowania się Mu. I weźmy jeszcze pod uwagę, że ten tok rozumowania nie jest łatwy – wykracza poza to, co widzialne. „Sprawia to, że w tych dziedzinach ludzie łatwo sugerują się błędem lub przynajmniej niepewnością w tym, czego nie chcą uznać za prawdę (Pius XII, enc. Humani generis: DS 3875; KKK 37)”.
To widać w naszym case’ie. Barbara jest agnostykiem. Czy to jej wina? Chyba nie. W końcu, czemu winić ją za to, że myśli inaczej, lub że nie może zrozumieć pewnego toku rozumowania? Ale odpowiedź daje nam KKK 2128: „Agnostycyzm może niekiedy łączyć się z jakimś poszukiwaniem Boga, lecz może również być obojętnością, ucieczką przed ostatecznymi pytaniami egzystencjalnymi oraz lenistwem sumienia moralnego. Agnostycyzm najczęściej jest równoznaczny z ateizmem praktycznym”. To dokładnie to, co dzieje się tutaj, gdzie nie widać wysiłku poszukiwania. Wręcz przeciwnie, widzimy u Barbary odrzucenie Boga a priori, widzimy ucieczkę, która zdradza Barbarę jako tkwiącą w ateizmie praktycznym. Małgosia na początku widzi tylko zagadnienie intelektualne, „dotyczące pojęć”, ale cały jej wysiłek przekonywania za pomocą rozumowania natrafia na twardą ścianę. Rady jednej z jej koleżanek, która mówi od serca i przekonuje, że wszystko u Barbary jest tylko maską, która zasłania jej egoizm, są dobrze zrozumiane przez Małgosię – to dobre rady – która pojmuje ich sens i działa potem konsekwentnie. To, co mówi do Barbary po wyjściu z domu pomocy, było prawdą, tym, co powinno się było powiedzieć, choć może nie aż tak bez ogródek. Czy nie było to zbyt brutalne? Trochę tak, ale być może przy takim zamknięciu Barbary nie było innego sposobu, żeby przemówić jej do rozsądku.
Kiedy już raz podejdzie się do tej kwestii z odpowiednim nastawieniem, można odnaleźć potrzebne argumenty. Są one trafne, choć, żeby były naprawdę mocne – subiektywnie, bo obiektywnie są trafne – muszą być wzmocnione przez wiarę. Mogą być pokazane z punktu widzenia bardziej naukowego – filozoficznego – albo bardziej przyziemnego, ale w każdym razie polegają na ukazaniu, że wszechświat byłby pozbawiony sensu, i – co ważniejsze – racji swego istnienia, bez Stworzyciela, który daje stworzeniom byt, a wszechświatowi porządek (przyjęcie przypadku jako przyczyny istnienia porządku jest po prostu absurdem). To argumenty obiektywne, które wychodzą od rzeczywistości. Jednak argumenty subiektywne, do których Małgosia również się odwołuje – „potrzebować kogoś”, kto nada sens życiu, aby być szczęśliwym, itp. – choć mogą posłużyć jako zachęta do poszukiwania Boga, nie są same w sobie przekonujące, właśnie dlatego, że opierają się na odczuciach subiektywnych, które mogą być zmienne i wprowadzać w błąd.
Pozostaje nam ocena argumentacji Barbary. Choć nie sięga ona całej głębi problemu, należy umieć się z nią zmierzyć. Jest to postawa bardzo rozpowszechniona w dzisiejszych czasach: pozytywizm; a dokładniej – pozytywizm empirystyczny. Utrzymuje, że można być jedynie pewnym tego, co da się zweryfikować doświadczalnie, a w przeciwnym wypadku mamy do czynienia jedynie z pewną hipotezą. Takie podejście jest właściwe w naukach doświadczalnych (naukach empirystycznych), ale rozciąganie go na cały obszar ludzkiej wiedzy byłoby postawą ideologiczną (nienaukową). To nic innego jak materializm, ponieważ podaje jako godne zaufania jedynie to, co da się bezpośrednio zaobserwować, czyli to, co namacalne, materialne. Jako punkt wyjścia – nie jako wniosek – odrzuca się to, co duchowe, także umysł ludzki, który może dojść do pewnych (w sensie „prawdziwych”) wniosków dzięki własnym środkom, dzięki rozumowaniu, bez konieczności „dotknięcia”. Czyli, w sposób ukryty i nieusprawiedliwiony, wychodzi od tego, czego ma dowodzić. |